Podróż do Indii to bardzo często przygoda życia. Czytamy przewodniki, informacje o Indiach w Internecie, pytamy znajomych, znajomych-znajomych, którzy tam już byli, jakie odnieśli wrażenia, przylatujemy a tu … klops. Wpadamy w mozaikę przeciwieństw i wiele rzeczy weryfikuje się na bieżąco i albo faktycznie kocha się to całym sobą, albo serdecznie nienawidzi. Słyszeć to jedno, a doświadczyć to drugie, z całą pewnością Indie wywołują wiele emocji, często skrajnych – i nie sposób pozostać wobec tego obojętnym.

Taka podróż, czy to na 2 tygodnie, 6 miesięcy czy rok, solo czy w grupie, to bardzo często nieustanna, codzienna i trudna nauka – przede wszystkim o samym sobie, o swoich potrzebach, o kompromisie pomiędzy tym, w czym zostaliśmy wychowani, a tym co znajdujemy na miejscu. Wiele z tego, co piszą i mówią to prawda – brud, smród i gnój na ulicach, krowy, bezdomne psy, skrajna bieda kontrastująca z aż nadto tandetną strefą wyższą Hindusów. Szczególnie widoczne jest to w indyjskich miastach. Łatwo można się zniechęcić o ile nasze nastawienie nie znajdzie się w trybie: przystosuj się i żyj chwilą albo wracaj do siebie!

Poniżej zamieściłam kilka ciekawostek, z różnych dziedzin życia, które raz na jakiś czas przyszło mi odkryć przez ostatnie 4 lata pobytu w Indiach.

PRACA W INDIACH…

znajdzie się dla każdego… Hindusa. I to nawet nie tyle, że Europa i świat tak chętnie wprowadzila outsourcing i dla każdego wykształciucha z większą czy mniejszą aspiracją na stabliną pensję coś się znajdzie – przez wzgląd na przeludnienie w Indiach tworzone są również abstrakcyjne posady jak: wycieracz stołu, otwieracz drzwi do restauracji, pan  który naciska przycisk w windzie na piętro na które chcesz wjechać czy podawacz czaju (indyjskiej herbaty). Rynek indyjski, mimo pozornego otwierania się na obcokrajowców, nadal jest hermetyczny i preferuje – przez wzgląd na i tak już nasyconą populację – obywateli Indii. Praca dla osób z innym niż indyjskim paszportem jest trudna – zebranie dokumentów od firmy czy sam proces rejestracji w biurze imigracyjnym to jak wieczna wędrówka pod górę. Rokrocznie przepisy ulegają zmianie, trzeba być nader wykwalifikowanym ekspertem, którego nie sposób znaleźć-zrekrutować w samych Indiach, bo sam prób wypłaty dla obcokrajowca przebija średnią krajową 20-krotnie.

INDYJSKA KLASA ŚREDNIA

Klasa średnia, z którą jak dotąd miałam najwięcej wspólnego, ba sama się z niej wywodzę! ma złudne poczucie tzw. awansu społecznego. Na tle wielodzietnych, wielopokoleniowych rodzin mieszkających często w jednopokojowej izbie, nowa klasa średnia, którą stać na zakup pokoju z kuchnią w blokach, uchodzi do rangi bogaczy i ściganego wzoru.

Co więcej, powiedzenie, zastaw się, a postaw się lub życie ponad stan, nabiera tu szczególnego wymiaru. 15-letnie zadłużenie po wyprawieniu ślubu dla córki? Można? Można. Kredyt na mieszkanie? Samochód? Edukację? Jedno po drugim? Można? A kto nam klasie średniej zabroni? Łatwo dostać, choć spłaty ciągną się latami. Oczywiście znajdą się wyjątki ludzi naprawdę rozsądnych, którzy potrafią realnie ocenić swoje możliwości finansowe, ale presja społeczna jest duża. Im cięższy i droższy masz złoty łańcuszek na szyi lub takowy podarujesz komuś w prezencie urodzinowym/ślubnym, mimo, że toniesz po uszy w długach, tym lepiej. A jeśli nie masz – kup, weź kredyt, pożycz pieniądze…

EDUKACJA FINANSOWA

A właściwie jej brak… Dzieci nie są uczone oszczędności, ani w domu, ani w szkole, nikt nie dba o to, żeby jakieś drobniaki zostały na koniec miesiąca. I tak z roku na rok dorasta się w przekonaniu że rodzice dadzą/zapłacą. Nawet, gdy zaczyna się zarabiać samodzielnie (a tutaj przychodzi to dopiero po ukończeniu studiów) ciężko jest wiązać koniec z końcem. Łatwo przyszło, łatwo odchodzi. Bardzo typowym aktem hojności wśród znajomych jest np. zapłacenie całego rachunku w restauracji przez jedną osobę, nie jest ważne czy jesz sam czy z grupą 5, 6, 7 przyjaciół. Życie w wiecznym długu, od kredytu do kredytu, od jednej karty kredytowej do drugiej. Smutne to, ale prawdziwe.

PRIORYTETY MATERIALNE

Dom, mieszkanie, zaraz potem samochód, sporo złota – pierścionki, kolczyki, łańcuszki, telewizor, dobry telefon i karty kredytowe. To atrybuty dobrobytu, im więcej z tej listy masz odhaczone tym większy szacunek w rodzinie. Nie bez znaczenia jest, zaraz po dostaniu pracy – koniecznie w sektorze IT – zakupienie – koniecznie najnowszego modelu telefonu, a przy okazji otwierania konta w banku – koniecznie aplikowania o pierwszą – lub kolejną kartę kredytową. Paradoksem jest to, że bardzo często, niekiedy nawet codziennie, pojawiają się przerwy w dostawie prądu, a ten super-hiper-nowoczesny telefon ładować jakoś trzeba… Smutne to życie przeciętnego Kowalskiego w Indiach…

INDYJSKA SZCZEROŚĆ

Do bólu. Cześć, jak masz na imię? Mężatka/zamężny? Ile zarabiasz? Te trzy pytania mogą nastąpić po sobie zaraz na początku znajomości i Hindus nic złego w tym nie zauważy. Jest to rodzaj bardzo typowej, niczym nie zmąconej ciekawości, która potrafi zaskoczyć nawet wtedy, gdy wydaje Ci się, że już sporo wiesz o tym kraju. Mogą się z tym spotkać szczególnie obcokrajowcy, gdyż niezmiennie postrzegani są jako źródło dobrobytu i bogactwa, a ciekawość korci…

Indie, Rajastan.
Indie-Rajastan-noprobleminindia.com
Indie – Rajastan.
INDYJSKIE KOLEJKI

Ekhm… A co to jest kolejka?

Obce jest spokojne stanie w jednej linii jeden za drugim. Łatwiej się wepchnąć czy przekrzykiwać jeden za drugim podając zamówienie w restauracji czy płacąc za zakupy w markecie. Indyjska codzienna tragikomedia 🙂

MANIERY PRZY STOLE

Jedzenie rękami, głośne odbijanie się w trakcie lub po posiłku, jedzenie z jednego talerza lub podbieranie jedzenia z talerzy współbiesiadników. To tylko niektóre zachowania, które mogą wprawić nas w zakłopotanie. Im bliższe są nam osoby, z którymi jemy posiłek, tym dziwniejsze rzeczy udaje się zaobserwować.

WEGETARIANIZM

O ile w Polsce znam osoby, które deklarują nie jedzenie mięsa, ale są one w mniejszości, tak w Indiach osoby jedzące mięso są spotykane rzadziej. Nie oznacza to, że mięsa w Indiach się nie dostanie, głównie kurczak, natomiast bardzo widoczny i restrykcyjnie przestrzegany jest podział restauracji na veg/non veg, produktów w sklepach, które mają oznakowania na opakowaniu – zielone kólko: posiłek wegetariański, czerwone kółko – osoby jedzące mięso. Co więcej można powiedzieć w tym temacie? Tutejszy wegetarianizm to tak naprawdę nasz weganizm – sporo osób deklaruje nie jedzenie ani mięsa, ani ryb, ani jaj.

RESZTA

Niejednokrotnie zdarzyło mi się w sklepie, zarówno lokalnym jak i sieciówce, zamiast drobniaków otrzymać cukierka! To nie żart i zdarzy się, kiedy faktycznie sprzedawca nie ma jak wydać reszty.

I na koniec ciekawostka:

PACZKA LAYSÓW

Jeśli wydaje Ci się, że otwieranie opakowań zwykłych przysmaków w Indiach przyjdzie Ci z ławtością – błąd! Tutaj otwiera się je po długości opakowania, szerokość jest szczelna i osobiście udaje mi się je otworzyć w ten polski sposób… jedynie nożyczkami!


Mieszkam już w tym kraju jakiś czas ale nieustannie zdarzają się rzeczy, które mnie wpawiają w zachwyt lub wprost przeciwnie – zadziwiają. Niektóre są śmieszne, niektóre wywołują na mojej twarzy grymas. Nie sposób zliczyć ile razy zdarzyło mi się podnosić żuchwę do góry, bo sama opada wyważając szok czy niedowierzanie. A może jakieś niuanse udało się Wam zaobserwować w Indiach? Jestem niezwykle ciekawa! Podzielcie się nimi w komentarzach.

%d bloggers like this: