Podczas mojego pobytu w Indiach miałam okazję nocować i mieszkać w przeróżnych miastach i przeróżnych miejscach – od podłogi w Chennai do 4 gwiazdkowego hotelu w Pune. Czasem mieszkałam w pojedynkę, a niekiedy lokum dzieliłam z przeróżnymi osobami, z Hindusami, Hinduskami, obcokrajowcami, by ostatecznie dzielić je już z moją międzykulturową rodziną, mężem i dwójką dzieci.

Co zapamiętałam z każdego z tych doświadczeń – pełna relacja poniżej. Podstawiam różne zakwaterowanie, plusy i minusy między trzema miastami, w których przyszło mi dotychczas mieszkać: Chennai, Bangalore, Pune.

Chennai (Tamil Nadu)
  1. TQ (domek gościnny, tzw guest house) – opłacone przez firmę dwutygodniowe mieszkanie w typowo indyjskim standardzie niskobudżetowego pensjonatu. Zapewnione: klimatyzacja, śniadanie, ciepła woda, dostęp do internetu, woda pitna. Nie jest to ani 3 lub 4 gwiazdkowy hotel, ale też nie barak czy typowa w niektórych dzielnicach lepianka slumsowa, jak na przywitanie Indii – poprawnie 🙂
  2. Ja i masa obcokrajowców – Green Acres: trzypokojowe mieszkanie w blokach, tzw residential area. Ten typ zakwaterowania wynajęłam z 5 innymi obcokrajowcami, którzy pracowali w tej samej firmie, po 2 osoby na pokój. Standard – bardzo dobry, strzeżone osiedle, dużo rodzin z dziećmi, miejsce nader bezpieczne, trochę oddalone od głównej drogi. O ile dojazd do miejsca mógł budzić zastrzeżenia (brak dobrej drogi asfaltowej szczególnie dał się we znaki podczas pory deszczowej), o tyle samo mieszkanie jak i otoczenie było na wysokim poziomie. Sklepy niedaleko, apteki, szpital, warzywniaki – na wyciągnięcie ręki. A co w środku? W każdym pokoju zapewniona klimatyzacja, zachodnia łazienka, ciepła woda, mieszkanie wyposażone w przyrządy kuchenne, stół jadalny, łóżka, szafy, komody, założony Internet – żyć nie umierać… jedynie płacić czynsz! Tę opcję wytrzymałam jedynie 6 miesięcy, pewnie ze względu na odmienne zdanie na temat utrzymywania porządku.
  3. Ja, Ukrainka w dzielonym pokoju i Hindus za ścianą – Thiruvanmiyur: 2 pokojowe mieszkanie, wynajęty pokój, dzielony z zaufaną Ukrainką (nota bene współlokatorka z poprzedniego mieszkania) oraz… znajomym Hindusem w drugim pokoju. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że faktycznie można wyhodować karaluchy jeśli nie zmywa się po sobie kilka dni. Mieszkanie w starszym budownictwie, mniejszy metraż, łazienka poza pokojem, brak podgrzewanej wody. Pokój wyposażony w szafę, kuchnia w dwa kurki zimnej wody: jedna słona – do mycia naczyń, a druga słodka – do gotowania. 5 miesięcy w tej konfiguracji.
  4. Ja, mój-wtedy-już-mąż i hinduska rodzina za ścianą – Thoraipakkam: wynajęty pokój na piętrze w wolnostojącym domu. Czyli my mieszkamy na górze, a na dole właściciel, z całą rodziną. Zupełnie nieumeblowane mieszkanie. Jako, że pierwszy raz zdecydowalam się na takie rozwiązanie, nie zdawałam sobie sprawy jakie moga być tego konsekwencje. Podejrzewam, że intencje tej rodziny były dobre, ale nadmiar życzliwości i ciekawości hinduskiej co robimy, co i jak gotujemy, kiedy śpimy… już wtedy stawiał mnie w osłupienie. Wytrzymałam 8 miesięcy.
  5. Ja, mój-Hindus-mąż, mój syn i hinduska rodzina za ścianą – Mugalivakkam: domek jednorodzinny, budynek wolnostojący – mieszkanie na górze w 1 BHK, rodzina właścicieli na dole. Mieszkanie nieumeblowane. Po doświadczeniach poprzedniej rodziny wiedziałam, że łatwo nie będzie. Niby byłam w pracy 9 godzin dziennie, przychodziłam późno, a i tak udawało się właścicielom dopytywać o kwestie, które normalnie obcym ludziom się nie opowiada. 4 miesiące z notorycznym brakiem wody i łazienką na zewnątrz pokoju.
Wnioski z mieszkania w Chennai:
  • Nie ma pośredników przy wynajmie mieszkań.
  • Łatwość w wyszukiwaniu online, choć dużo więcej mieszkań znajdzie się spacerując ulicami. Czasem wystarczy wyszukać tabliczę „To let”, co oznacza: do wynajęcia i skontaktować się z właścicielem.
  • Przy dogadywaniu się z właścicielami bardzo pomocny jest lokaly język (tu tamijski), to przełamuje lody i upraszcza procesy wynajmu mieszkania obcokrajowcowi.
  • Zwrot depozytu: ludzie kręcą ile mogą, czasem czyhają na Twoje potkniecie, będą chcieli wykorzystać nieznajomość języka i próbować okantować, a to reszty nie mają, a to wcale nie zrozumieli, że chcesz mieszkanie opuścić.
  • Dzielenie mieszkania z osobami „na kontrakcie” powodowało to, że wszyscy musieliśmy kombinować zastępstwa, jeśli komuś kontrakt wygasał lub kończyła się wiza. Najwygodniej mieszkać albo samodzielnie, albo z kimś kto nie ma w planach częstych wyjazdów czy przeprowadzek.
noprobleminindia.com-no-problem-in-india
Indian flats. Indian buildings
noprobleminindia.com-rajastan-indian-flats
Indian flats mixed with street market
Bangalore (Karnataka)
  1. Ja Mój-Mąż-Hindus, mój syn (plus w międyzczasie moja córka) i kolejna rodzina właścicieli za ścianą – HSR Layout: podobny scenariusz jak w dwóch poprzednich mieszkaniach. Tym razem w budynku wolnostojącym rodzina właścicieli wynajmowała 3 z 4 pięter, na każdym inni ludzie, a oni sami w środku. Ciekawość i uprzejmość skończyła się wraz z podaniem okresu wypowiedzenia. Tak nas okantowali przy oddawaniu depozytu, że z 70000 INR została jedynie jedna trzecia. Z perspektywy czasu – mogło być gorzej, ale mogło też być lepiej. 10 miesięcy z notorycznym brakiem prądu.
  2. Ja Mój-Mąż-Hindus, moje dzieci i kilka rodzin za ścianą – Sammrudhi Nilaya: budynek wolnostojący, na każdym piętrze inna rodzina wynajmująca mieszkanie, tym razem właściciel mieszkał 50 km od wynajmowanego domu. Pojawiał się raz na miesiąc i to wcale nie dlatego, żeby zapytać „How are you?”, ale żeby zgrabnie zebrać pieniądze za czynsz. Gotówka, omijamy podatki. Typ tak nas okantował na zwrocie depozytu, że cokolwiek zostało – musieliśmy czekać na to 3 miesiące. W tym czasie my byliśmy już w innym mieście, a po gotówkę trzeba było się fatygować 900 km z powrotem. 4 miesiące w tej konfiguracji.
Wnioski z mieszkania w Bangalore:
  • Wyszukiwanie mieszkań – da się przez internet, ale równie dobrze można przejść się ulicą i przedzwonić do właścicieli z tabliczki wynajmu mieszkań.
  • Pośrednik-broker nie jest wymagany, ale tu może się już zdarzyć jeśli chcesz skorzystać z jego usług. Jakie są opłaty za jego pomoc? Jeden pełen czynsz, ot co.
  • Przy zwrocie depozytu właściciele odejmą ile się da – a to jakieś usterki, a to odświeżenie mieszkania (jeden cały miesięczny czynsz, co jest zapisane w każdej umowie najmu), a to w ogóle nie oddadzą lub oddadzą z kilkumiesięcznym opóźnieniem, mimo, że pieniądze mają. Warto uważać i sprawdzić czy właściciel mówi po angielsku.
Pune-India
Pune, Dattawadi – moje obecne miejsce zamieszkania.
xrbia-Hinjewadi- Pune-noprobleminindia.com
Pune, Dattawadi – moje obecne miejsce zamieszkania
Pune
  1. Ja i 2 Hinduski w jednym pokoju – indyjskie PG: Paying Guest, czyli na nasze: akademik-hostel-dom pracowniczy o bardzo średnim standardzie. Pomieszkiwałam tam miesiąc, budynek wyłącznie dla dziewcząt, ale szczerze powiedziawszy nie pamiętam kiedy tak się cieszyłam z wyprowadzki z danego miejsca. Dzielenie pokoju z dwiema (lub trzema niekiedy) osobami, kiedy ma się na karku już małżeństwo i dzieci, to taki powrót do czasów studenckich, akademikowych, w momencie, kiedy w ogóle tego się ani nie chce, ani nie potrzebuje. Pokoje małe, sprzątane raz dziennie (podobnie toaleta). Czynsz 6000 INR za nocleg i wyżywienie (śniadanie i kolacja w dni robocze, oraz śniadanie, obiad i kolacja w weekendy). Traumatyczne przeżycie w PG, trzeba było przetrwać 30 dni na jedzeniu, które wcale nie było smaczne, myć się w łazienkach, które wcale nie były czyste i spać na materacach, które miały w sobie nie wiadomo co. Nigdy więcej 🙂
  2. Ja i moja 4 osobowa Rodzina – Xrbia Hinjewadi: mój obecny adres pobytu. Osiedle położone na wzgórzu, jest nieco oddalone od centrum, dokładnie 20 km, więc jak na indyjskie warunki zagęszczenia populacji – bardzo przyzwoicie wyciszone. Osiedle nie jest jednak skończone, ponad połowa budynków jeszcze „się buduje”, a do tej części, która jest oddana w użytkowanie, właściciele spływają stosunkowo powoli. Jest tu jednak małe „ale”, na około 22 budynki, 7 pięter każdy, średnio 12 mieszkań na każdym z nich za jakiś czas będzie tam ciasno jak w każdym innym indyjskim miejscu.
Wnioski z mieszkania w Pune:
  • Wynajęcie mieszkania bez pośrednika graniczy z cudem. Trzeba mieć albo znajomości, albo szczęście. My mieliśmy to drugie 🙂
  • Wyszukiwanie mieszkań – głównie przez internet lub przez znajomości-znajomych, naprawdę znikoma ilość tabliczek z informacją o wynajęciu mieszkania.
  • Czynsz w PG liczony od dnia wprowadzenia się (a nie od 1 do ostatniego dnia danego miesiąca), okres wypowiedzenia: tydzień, za każdy dodatkowy dzień po przekroczeniu terminu – 400 INR (stan na 2017).
  • Obecne mieszkanie wynajęliśmy przez przypadek – do tej lokalizacji właściciel nie mógł znaleźć nikogo, kto byłby zainteresowany 3 pokojowym mieszkaniem przez ponad rok – dzięki temu udało się wynająć za je za śmieszne pieniądze: 6500 INR i 20000 INR depozytu (gdzie bliżej firmy jednopokojowe mieszkanie to koszt 13000 INR za miesiąc, 70000 INR depozyt i obowiązowo pośrednik). Warto szukać w ciut nieco oddalonych miejscach od centrum miasta, można trafić na perełki i sporo oszczędzić.

Gdziekolwiek będziecie planowali zamieszkać na krócej lub dłużej w Indiach – wymagać to będzie od Was przystosowania się do nowych warunków. Bądźcie mądrymi Polakami przed szkodą, uczcie się na cudzych doświadczeniach i… omijajcie własnych błędów!

%d bloggers like this: